Ada
zjechała na piętro do Erzy i odważnie zapukała do drzwi. Za nimi
słychać było głośno puszczoną muzykę. Pociągnęła za klamkę
i weszła w głąb mieszkania po drodze rzucając torbę na szafkę
z butami. Podeszła do laptopa i ściszyła piosenkę. Zapukała do
lekko uchylonych drzwi Erzy i dostrzegła stojącą ją przed wielkim
lustrem.
- I jak wyglądam? - Dziewczyna poprawiła sobie biust i spojrzała na przyjaciółkę.
- Może być. Nie jest źle. - Adrianna obojętnie powiedziała i rzuciła się na łóżko rozkładając się – Kto po nas przyjedzie?
- Mój brat. Za chwilę powinien tu być. - Erza spojrzała za okno.
Dziewczyny
poprawiły się do końca i zjechały windą pod blok kiedy Piotrek,
brat Erzy zatrąbił.
Weszły
do samochodu i pojechały. Po kilkudziesięciu minutach samochód
zatrzymał się przed dużym opuszczonym budynkiem z dala od miasta.
W pobliżu nikogo nie było. Weszły do środka mimo że nic nie
widziały. Ada dotykając ścianę na wysokości jej łokci i ramion
wreszcie znalazła załącznik światła.
Cały
budynek nagle olśnił. Wszystko było już przygotowane.
Wielki
stolik był zastawiony alkoholem i przekąskami. Na ziemi było pełno
czerwonych puf, dwie stare wersalki przesłonione kocami i wieża
podłączona przedłużaczem do samochodu Piotrka.
Zebrało
się około czterdziestu osób. Muzyka leciała głośno, wszyscy się
dobrze bawili. Ada z Erzą siedziały na pufach z kilkoma innymi
znajomymi i popijały piwo.
Nagle
w tłumie rozległy się krzyki przywitania. Spojrzały w tamtą
stronę i ujrzały jak podchodzą do nich Michał z Wojtkiem.
- Witam was panie – Roześmiany Wojtek podszedł bliżej i podał dziewczyną rękę kiedy wstały.
- Pff, Panie? - Krecha spojrzał krzywo na Wojtka – to są moje ziomeczki – zaśmiał się głośno i przybił powitalna piątkę z Adą i Erzą.
- Co wy tu robicie? - Erza zapytała patrząc na Michała, a zaraz na resztę ich kolegów, którzy podeszli do nich.
- Nie byliśmy zaproszeni? - Jakiś chłopak zrobił sztucznie smutną minę.
- Nie. - Erza chamsko powiedziała – Nie byliście zaproszeni tylko dlatego, że zawsze Jjak jest impreza to przez was jest policja – ironicznie się uśmiechnęła do krechy.
- Kochana.. – Michał do niej podszedł i objął – kochana.. kochana .. kochana .. dzisiaj będzie inaczej. Nie ma z nami dużo kolegów. - obrócił się z tył i w tłum weszło kilkudziesięciu kolegów, którzy do nich podeszli i przywitali się zresztą, którzy tam stali.
Dziewczyny
postanowiły olać ich towarzystwo jednak nie udało im się. Przez
resztę imprezy siedzieli w takim gronie. Wszyscy się upili. Każdy
z chłopaków traktował je jak kolegów. Od dziecka się z nimi
zadawały, więc nie czuli się przy nich skrępowani, czy coś
podobnego.
O
trzeciej-czwartej nad ranem kiedy nie było jeszcze dość jasno
przez dziurę od okna Mejbel dostrzegła światła samochodu
policyjnego. Ostrzegła wszystkich i zaczęła krzyczeć.
Nagle
rozległa się panika. Wszyscy uciekali tylnym wyjściem i wielka
dziurą w ścianie z boku budynku. Mejbel pobiegła w głąb lasu nie
odwracając się za siebie. Chciała przeskoczyć krzaki, ale upadła.
Potknęła się o kamień. Wstała i usiadła na nim. Podwinęła
sobie legginsy i dostrzegła krew, która spływała jej z kolana. Na
szczęście rana nie wyglądała groźnie. Poczuła na udzie wibracje
telefonu.
- Gdzie jesteś? - Erza powiedziała po ciuchu przez telefon.
- Haloo? - Mejbel szepnęła do telefonu lekko w niego stukając – Haloo?
- Gdzie jesteś?! - przyjaciółka podniosła ton.
- Nie wiem.. Pobiegłam w las. Poczekaj. - Dziewczyna wstała i się rozejrzała świecąc wokół latarką z telefonu. - Kawałek ode mnie jest jakiś garaż.
Pchnęła
metalową blachę i weszła do środka. Na kilku pustakach siedziała
Erza, Krecha i Alien.
Schyliła
się i wyrównała oddech.
- Od kiedy tu jesteście?
- Od razu tu przybiegliśmy. Czasami tu przyjeżdżamy jak nie idziemy do szkoły – Alien odpowiedział podchodząc do niej łapiąc na nogę gdzie zauważył zakrwawione legginsy. - Co ci się stało?
- Upadła.. ale to nic.
Erza
uciszyła ich i kazała się wsłuchać. Usłyszeli kiedy ktoś szedł
w ich stronę i szeptał, że „to chyba oni”.
Wstali
i szybkim krokiem, żeby nie zgubić Mejbel ruszyli za garaż. Po
kilku godzinach kręcenia się po lesie nastał świt. Zupełnie
nie wiedzieli gdzie są.



